Kiedy dziecko zaczyna uczęszczać do przedszkola lub szkoły bardzo często pojawiają się infekcje.
Istniało przekonanie o konieczności tego stanu. Przebyte choroby miały wzmacniać i hartować organizm. Dzisiaj wiemy, że to nieprawda. Częste zakażenia, najczęściej górnych dróg oddechowych i towarzysząca im antybiotykoterapia prowadzą do depresji układu immunologicznego. Jest to stan, w którym z jednej choroby przechodzi się gładko w drugą.
Przyjmuje się, że dopiero około 12 roku życia system odpornościowy osiąga pełną dojrzałość. W związku z tym, i na skutek różnic anatomicznych układu oddechowego dziecka im jest młodsze tym bardziej narażone na rozwój choroby w sytuacji kontaktu z czynnikiem infekcyjnym. Warto sobie uświadomić, że nieobecność dziecka w przedszkolu lub szkole ma negatywne konsekwencje. Dziecko ma mniejszy kontakt z rówieśnikami. Z związku z zaległościami zaczyna za nimi nie nadążać. To prowadzi do stresu i frustracji. A one z kolei również przyczyniają się do obniżenia odporności. I tak zaczyna się łańcuch chorób, które zaburzają prawidłowy rozwój dziecka. Przede wszystkim pogarsza się, jakość jego życia. I rodziców, którzy muszą się chorym dzieckiem opiekować. Nie jest to mile widziane u pracodawców.
Atak ze wszystkich stron
Sami wystawiamy siebie i swoje dzieci na „atak”. Spędzanie wolnego czasu w centrach handlowych może być niebezpieczne. Z resztą jak w każdym większym zbiorowisku ludzi. Przekleństwem współczesności może też być to, że nowe choroby infekcyjne typu ptasia, świńska grypa mogą przenieść się z końca świata do naszego kraju w ciągu kilku godzin. Warto jest być tego świadomym i podjąć odpowiednie środki ostrożności. W pierwszej kolejności trzeba chronić dzieci. To one są najbardziej narażone na choroby.




