Każda świeżo upieczona mama musi podjąć decyzję o sposobie karmienia swojej pociechy. Będąc jeszcze w ciąży i zaraz po rozwiązaniu wiele kobiet doświadcza indoktrynacji karmienia piersią.
Osoby postronne wtrącają się zapominając, że jest to indywidualna decyzja każdej kobiety. Gwoli ścisłości - tekst ten nie jest pisany po to, by namawiać kogokolwiek do rezygnowania z karmienia piersią lub zaniechania trudnych czasem prób. Ma on jedynie (albo aż) na celu uświadomienie, że butelkowe nie jest całym złem tego świata i że matki, które się na nie decydują nie są istotami pozbawionymi uczuć tudzież wyrodnymi matkami.
Niestety ten tak zwany terror laktacyjny jest nie tylko powszechnie akceptowany, ale i pochwalany ku rozpaczy mam, nie tylko tych butelkowych. Ileż można słuchać życzliwych rad, że tylko pierś i już! Ileż można słuchać o tym, że sąsiadka sąsiadki nie karmi piersią. I wreszcie ileż można słuchać uwag pod swoim adresem gdy karmi się dziecko mlekiem modyfikowanym?
Argumentem bardzo ważnym dla terrorystów laktacyjnych jest więź emocjonalna, która tworzy się w trakcie karmienia piersią. Oczywiście, że ma to istotny wpływ na relacje pomiędzy matką i dzieckiem, ale mocny związek jest oparty na wielu podstawach. Między innymi na miłości, trosce, czułości i opiece nad dzieckiem. Dzieci butelkowe warto karmić tak jakby karmiło się piersią i przytulać je wtedy do siebie.
W momencie, gdy kobieta nie chce lub mimo prób i wysiłków nie może karmić piersią nie powinna się tym zadręczać. Matki zdają sobie sprawę z tego, że właściwa dieta to podstawa dla zdrowia dziecka w teraźniejszości i przyszłości. Ważne jest by była ona zbilansowana i urozmaicona. A także by uczyć od najmłodszych lat dobrych nawyków żywieniowych.




