Katarek, kaszelek, chrypka zaczyna się niewinnie, a cały dom staje na głowie.
Mama zawala projekty w pracy, tata opóźnia powroty do domu, by nie narazić się na rozdrażnienie żony, babcia ma natychmiastowe problemy z nadciśnieniem, więc nie może przyjechać, a mały przeziębiony Jaś otulony ciepłą kołderką w baranki wygląda jak anioł… tylko gdy zasypia. Zresztą są to tylko drzemki, przerywane kategorycznym wzywaniem swoich „pielęgniarzy” do łóżka co kilka godzin, co w konsekwencji powoduje kapitulację całej rodziny i stworzenie stałych dyżurów na wojskowym materacu przy jego łóżku.
Po trzech dniach dom przeistacza się w szpital, w którym jedyną przytomną osobą jest pani od sprzątania, która akurat w czwartek z rana wpada rześka, by co nieco uprzątnąć. Zaczyna od „zwłok” zmęczonych rodziców i dziadków, a kończy pracę na zabawie w koniki hiperenergicznego i wypoczętego po chorobie Jasia, który siedzi jej na grzbiecie i pogania do szybszego galopu.
Jak przeżyć chorobę dziecka i nie zwariować?
Choroba małego dziecka wiąże się z reorganizacją całego systemu rodzinnego. Reakcja na przykre dolegliwości jest silniejsza u dziecka niż u dorosłego, bo w oczywisty sposób łamie podstawą zasadę przyjemności rządzącą jego życiem i jednocześnie wiąże się z doświadczaniem bólu, do którego dziecko nie jest przyzwyczajone, a więc nie umie sobie z nim radzić. Towarzyszy temu wiele negatywnych emocji, takich jak lęk, niepokój, złość, które zwrotnie potęgują ból. Dziecko, które boli główka i z tego powodu marudzi i płacze – w konsekwencji głowa boli jeszcze bardziej. Jednocześnie im mniejsze dziecko, tym niższy poziom rozumienia tego, co się z nim dzieje.




