Młode mamy przygotowane są na to, że mogą znaleźć się w dość licznej grupie kobiet, którym po porodzie wypadają włosy. Dla wielu z nich jest jednak zaskoczeniem ogromne nasilenie tego procesu – często kobieta traci niemal połowę swoich włosów.
Bardzo niepokoi to wiele młodych mam, czasami wypadanie jest tak nasilone, że mamy boją się, by włosy nie wpadły do buzi dziecka, by nie wciągnęło ich sobie swoimi rączkami. W zasadzie mamy karmiące dłużej borykają się z tym problemem i zazwyczaj lekarze zalecają łykać witaminy i minerały – chociaż tak naprawdę nic jeszcze nie wymyślono na ten problem z włosami. Wiele badań wykazuje w tym czasie podniesiony poziom prolaktyny, która jest przyczyną wypadania włosów i hamuje produkcję lizyny – odpowiedzialnej za powstrzymanie wypadania włosów.
Czasami pomaga łykanie cynku, który jest pierwiastkiem śladowym, ale jego niedobory powodują sporo problemów w organizmie. Cynk wpływa bardzo zdecydowanie na gruczoły dokrewne, więc być może działa na hormony jak katalizator i przyspiesza powrót organizmu kobiety do równowagi hormonalnej, która stopuje wypadanie włosów.
W praktyce wygląda to tak, że mniej więcej po trzech miesiącach po porodzie spada drastycznie poziom estrogenów – szczególnie w stosunku do stanu w czasie ciąży. Jednak ten ogrom włosów, które tracisz jest pozorny – tracisz włosy, które normalnie by wypadały po ok. 100-150 dziennie – pomnóż sobie teraz tę liczbę przez okres ciąży i przekonasz się ile włosów może ci bezkarnie wypaść, tym bardziej, że mieszkom włosowym też należy się odpoczynek, a żaden z nich nie był przez 9 miesięcy w stanie telogenowym. Karmienie piersią, stres poporodowy powodują, że cały czas organizm produkuje prolaktynę, której nadmiar zawsze powoduje utratę włosów.



