Zmęczeni i senni po wyczerpującym dniu, cieszymy się powrotem do domu. Przydałaby się regeneracja sił, kolacja, ciepła kąpiel i błogi sen.
Po jakimś czasie trafiamy do sypialni, brzegi łóżka uginają się pod naszym ciężarem, ogarnia nas przytulne uczucie relaksu. Nasze powieki opadają i… mija godzina, dwie, nerwowo spoglądamy na tarczę tykającego zegarka. Czas ucieka, a już niedługo wstanie słońce. I nie tylko ono będzie musiało wstać, również my…
Niemowlę śpi około 22 godzin, dorastający człowiek 8-10. Ludziom powyżej 20 lat wystarcza około 7 godzin. Rytm snu charakterystyczny dla dorosłego człowieka utrwala się między 10 a 20 rokiem życia. Gdy zasypiamy wkraczamy w jego kolejne fazy. Na początku źrenice ulegają zwężeniu, spada wydzielina śliny, moczu, soków trawiennych, praca serca uspokaja się, wdychamy mniejszą ilość powietrza. Wchodzimy w fazę zwaną NREM, która składa się z kilku części. W pierwszej i drugiej widać zanik fal alfa oraz przewagę rytmu theta. W części trzeciej i czwartej dominującą rolę zaczynają odgrywać fale delta. Te ostatnie elementy NREM to tzw. sen głęboki. W tym czasie następuje regeneracja naszego organizmu. Ze wzmożoną siłą wydziela się hormon wzrostu, który nie tylko pozwala naszym dzieciom rosnąć, ale również pomaga nam np. w gojeniu się ran. Druga faza, REM, odpowiada za nasze marzenia senne.
Problemy z zasypianiem, częste budzenie się może być psychiczną reakcją na sytuacje stresowe. Jest to bezsenność sytuacyjna (przejściowa), która mija, gdy zmienią się czynniki, które ją wywołały. Bardziej poważna jest bezsenność przewlekła. W badaniu zaburzeń rytmu snu wykorzystuje się melatoninę, hormon produkowany przez szyszynkę, ale wytwarzany tylko w ciemności. Gdy natężenie światła przekroczy 2500 luksów, a takie natężenie ma światło wpadające do naszej sypialni tuż po wschodzie słońca w bezchmurny dzień, hamuje się proces wytwarzania melatoniny, budzimy się.



